Pierwsza wpadka na pierwszym, wspólnym, kościelnym graniu.

Nagrania nie mam, a szkoda 😀
To była pierwsza i na szczęście, póki co, jedyna tego rodzaju bieda muzyczna w moim wykonaniu:)
A było to tak.
Miałyśmy z Agnieszką, moją wspólniczką, o której już Wam opowiadałam, nareszcie okazję spotkać się na wspólnym graniu. To była pięćdziesiąta rocznica ślubu rodziców naszej zleceniodawczyni. Tu właśnie miałam po raz pierwszy możliwość przetestowania mojego, genialnego, jak już wszyscy wiedzą hehehehe, sprzętu. Organisty miało nie być, więc dla nas lepiej, same miałyśmy poprowadzić mszę z piękną dedykacją na koniec, ale o tym zaraz.
Z powodu braku organisty postanowiłam przygotować podkład do psalmu samodzielnie, używając do tego mojej jamaszki. Wyszedł nawet zacnie, przećwiczyłam z nim ten psalm kilka razy i dobrze, bo podczas ćwiczenia okazało się, że mój notatnik BrailleSense, z którego planowałam puścić podkład, niestety nie wyrabia i plik multimedialny puszczony w tle plus tekstowy pod moimi palcami to dla niego za dużo. Dźwięk przycinał się masakrycznie, więc pojawiło się kolejne wyzwanie. No przecież nie będę się tego psalmu uczyć na pamięć:D szczególnie, że to nie psalm ślubny, więc mi się raczej nie przyda. Hm, co tu zrobić? Może BookSense? Nieee, on gada przy włączaniu pliku mp3, no i padło na Oriona. Oczywiście pozostałe pliczki z podkładami planowałam odtwarzać na BrailleSensie, bo wszystkie inne teksty umiałam 😉 Jak to dobrze, żę nie wiedziałam, co mnie czeka, bo stresowałabym się milion razy bardziej.
Problem pojawił się w momencie odtwarzania akompaniamentu do psalmu, bo… Orion, którego do tego celu zatrudniłam, niestety sobie zasnął i zamiast gromkich organów w kościele zapadła upiorna cisza. Szturchnięty przeze mnie do działania wydał ospale swój startowy dźwięk na pół kościoła. To było straszne! Myślałam, że spalę się ze wstydu. Gostek z rodziny tych jubilatów, który czytał czytanie odchrząknął, tak jak to niektórzy mają w zwyczaju robić w kolejce, no, wiecie, w taki hamski sposób. Wtedy podjęłam natychmiastową próbę zaśpiewania tego psalmu a capella i w tym celu nabrałam powietrza, gdy nagle on, swoim tonem alla: niech mi pan głowy nie zawraca, tu się pracuje, odczytał cały psalm z dezaprobatą, podobną do tej, jaką zaprezentował czytając czytanie, np w zdaniu: "Oto on! Oto nadchodzi! Biegnie przez góry, skacze po pagórkach. Umiłowany mój podobny do gazeli, do młodego jelenia". Ten fragment i ten ton wyjątkowo utkwił mi w pamięci. Mimo całej okropności sytuacji zaczęłam się po prostu potężnie śmiać! Śmialiście się kiedyś w kościele? Stłumienie tego śmiechu jest nierealne!
Tak, tak, teraz już wiem, że Orionowi można wyłączyć to usypianie… Tamten występ ogólnie można było zaliczyć do tych mniej fortunnych, bo w momencie, kiedy zaplanowana była spektakularna dedykacja od córki w wykonaniu Agi, wszyscy goście po prostu sobie, hm, wyszli, a pierwsi wyszli państwo zainteresowani:)
Wrzucam Wam, żeby utrzymać tradycję, jakiś tam psalm, absolutnie bez obowiązku słuchania hehe
Ważne: wersja stabilna:D
Miłego weekendu!
N

10 komentarzy

  1. @Mimi o taaaak, te momenty, kiedy np ktoś do mnie coś technicznego gada, a ja w tym samym momencie muszę ryknąć gooooodne to i sprawiedliiiiwe 🙂 Kościelne śpiewania w ogóle są bardzo ekscytujące, bo rozstrajanie, niesłyszenie siebie, dziwni organiści itd hahaha

  2. Rzadko się zdarza, żeby ktoś potrafił oddać słowami to, co się stało i pobudzić wyobraźnię czytającego/słuchacza tak, by ten się sam zaczął śmiać. TObie się to udało 😀

  3. Taak, śmiech w kościele, gdy trza śpiewać a nie w mikrofon parskać… I różne zaskakujące sytuacje mszalne… Rozumiem Cię naprawdę. Takiej akurat nie miałam jak Ty, ale rozmaite również, gdzie konieczną była spontaniczność i chwilowe zachowanie powagi. 😀 A ten lektor to się baaaaardzoo pro bliźniemu zachował. 😉 Może jeszcze dumny był, że po chrześcijańsku pomógł… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *